Dawno, dawno temu zdarzyło się tak, że ktoś mi bardzo bliski zasiał ziarna zaniedbania i odszedł...
To niestety nie początek wiersza.
Tak się właśnie zdarzyło - dawno, dawno temu. Ja być może we własnej nieświadomości, może niemocy, może braku dobrego rozwiązania te ziarna uprawiałam cierpliwie i dziś zbieram plon. Bardzo gorzki plon zaniechanych kiedyś spraw, nierozwiązywanego przez lata całe problemu.
Nie zamierzam wypłakiwać się w tym temacie - tak tylko ku przestrodze. Nie zostawiajcie spraw, choćby trudnych (czy raczej tych trudnych w szczególności), własnemu biegowi, że jakoś to będzie, się ułoży. Nie wolno. Jeżeli chce się być fair wobec bliskich - szczególnie wobec dzieci - nie wolno zostawiać im własnych problemów, przez lata spiętrzonych i tak pokręconych, że ich rozwiązanie już nieuchronnie wiąże się ze szkodą dla kogoś komu chciałoby się ze wszystkich sił pomóc.
wtorek, 13 lipca 2010
sobota, 10 lipca 2010
Ale upał....
Słońce, słońce, słońce! Świeci niezmordowanie od kilku dni, a z prognoz wynika że świecić będzie aż do końca lipca - wspaniale. Uwielbiam słońce i lubię upał - powtarzam to zawsze i absolutnie celowo w największe upały, bo jak mówię to w zimie, to każdy zaraz kręci głową i stwierdza:" powtórz to jak będzie 35 stopni!". No to powtarzam!!! Lubię gorąco, słońce, upał!
Uwielbiam suchy piasek przesypujący się przez palce, szum fal leniwie uderzających o brzeg, wrzaski rozbawionych dzieci i nawoływania :" looody, lody, lodyyy".
To oczywiście nadmorska sielanka, ale w mieście też upał lubię - jest bardziej nieznośny, ale kojarzy mi się tylko z dobrymi chwilami i za to go chyba tak cenię. Kwiaty - oczywiście starannie podlewane - szaleją w skrzynkach tak, że aż trudno je okiełznać. Powietrze takie duszne, przytykające, ale uśmiech zastyga na twarzy gdy je czuję. Wieczorem siadam w fotelu i słucham gwizdu jaskółek - bardzo je lubię. Letnia sielanka - nic nikomu nie grozi, wszyscy chcą na wakacje, jest...pięknie...
Uwielbiam suchy piasek przesypujący się przez palce, szum fal leniwie uderzających o brzeg, wrzaski rozbawionych dzieci i nawoływania :" looody, lody, lodyyy".
To oczywiście nadmorska sielanka, ale w mieście też upał lubię - jest bardziej nieznośny, ale kojarzy mi się tylko z dobrymi chwilami i za to go chyba tak cenię. Kwiaty - oczywiście starannie podlewane - szaleją w skrzynkach tak, że aż trudno je okiełznać. Powietrze takie duszne, przytykające, ale uśmiech zastyga na twarzy gdy je czuję. Wieczorem siadam w fotelu i słucham gwizdu jaskółek - bardzo je lubię. Letnia sielanka - nic nikomu nie grozi, wszyscy chcą na wakacje, jest...pięknie...
piątek, 2 lipca 2010
Pracownia
poniedziałek, 28 czerwca 2010
Spokój odzyskany...
Mama dzisiaj odebrała wyniki.
Takie tam, takie tam i najważniejsze - zmian nowotworowych nie stwierdza się...Zmian nowotworowych nie stwierdza się. Zmian! Się nie stwierdza!!!!!!!
Nie czeka nas powtórna walka. Nie czeka nas niepewność, konieczność ufania nieznanym lekarzom, obrzydliwie przytłaczający wszystkich strach, jej ból...
Bolą mnie oczy po nieprzespanej nocy, pod łopatką kłuje, ale to przecież już nieistotne. Bo zmian nie stwierdza się. Spokój aż dzwoni w głowie...
Takie tam, takie tam i najważniejsze - zmian nowotworowych nie stwierdza się...Zmian nowotworowych nie stwierdza się. Zmian! Się nie stwierdza!!!!!!!
Nie czeka nas powtórna walka. Nie czeka nas niepewność, konieczność ufania nieznanym lekarzom, obrzydliwie przytłaczający wszystkich strach, jej ból...
Bolą mnie oczy po nieprzespanej nocy, pod łopatką kłuje, ale to przecież już nieistotne. Bo zmian nie stwierdza się. Spokój aż dzwoni w głowie...
Do przodu !
Ogród - a w zasadzie teren przyszłoogrodowy - został prawie, że doprowadzony do stanu właściwego. "Prawie że" oznacza jeszcze jakąś godzinkę koszenia, ale już widać początek końca. Pomysł zakupu kosy spalinowej, który napadł mnie znienacka i został zrealizowany równie szybko jak mnie napadł, okazał się być strzałem w dziesiątkę. Małżonek przodem z kosą, ja za nim z kosiarką:).
Teraz ogrodzenie - będzie ciężko - już to widzę. Jak przekonać mą drugą połówkę, że teraz (skoro kosę już mam) to MUSZĘ mieć ogrodzenie.
Już wystarczy katastrofalne późnienie wywołane powodzią. Co prawda nasza działka jest bardzo wysoko, ale z powodu zalania drogi łączącej Tarnobrzeg i Sandomierz, odległość 15 km dzieląca oba miasta wydłużyła się do ponad 50ciu.. A to oznaczało ni mniej ni więcej 100 km w obie strony - absolutna katastrofa zarówno odległościowa jak i czasowa. Naturalnie nie było marudzenia - nam wydłużył się dojazd - ludzie stracili cały majątek, tego się nie da w żaden sposób porównać. Nawet zresztą nie próbuję. Sama też doświadczyłam czym jest powódź ratując dom rodzinny w Jaśle - klęska - tyle można na ten temat.
Tak czy inaczej teren przyszłoogrodowy zamiast zamieniać się powoli w ogród w czasie właściwym musiał czekać. No i doczekał się. Most otworzono i choć droga nadal jest nieprzejezdna, to opłotkami do mostu mamy jakieś 25 km - a to już zupełnie co innego...:).
Teraz wszystkie siły i zabiegi muszę skupić na: a) zakupie siatki, drutów, słupków, cementu,b)przewiezieniu wyżej wymienionego, c)zamontowaniu wyżej wymienionego. Plan jest prosty i łatwy do zapamiętania. Kto żyw niech trzyma kciuki:))))).
Teraz ogrodzenie - będzie ciężko - już to widzę. Jak przekonać mą drugą połówkę, że teraz (skoro kosę już mam) to MUSZĘ mieć ogrodzenie.
Już wystarczy katastrofalne późnienie wywołane powodzią. Co prawda nasza działka jest bardzo wysoko, ale z powodu zalania drogi łączącej Tarnobrzeg i Sandomierz, odległość 15 km dzieląca oba miasta wydłużyła się do ponad 50ciu.. A to oznaczało ni mniej ni więcej 100 km w obie strony - absolutna katastrofa zarówno odległościowa jak i czasowa. Naturalnie nie było marudzenia - nam wydłużył się dojazd - ludzie stracili cały majątek, tego się nie da w żaden sposób porównać. Nawet zresztą nie próbuję. Sama też doświadczyłam czym jest powódź ratując dom rodzinny w Jaśle - klęska - tyle można na ten temat.
Tak czy inaczej teren przyszłoogrodowy zamiast zamieniać się powoli w ogród w czasie właściwym musiał czekać. No i doczekał się. Most otworzono i choć droga nadal jest nieprzejezdna, to opłotkami do mostu mamy jakieś 25 km - a to już zupełnie co innego...:).
Teraz wszystkie siły i zabiegi muszę skupić na: a) zakupie siatki, drutów, słupków, cementu,b)przewiezieniu wyżej wymienionego, c)zamontowaniu wyżej wymienionego. Plan jest prosty i łatwy do zapamiętania. Kto żyw niech trzyma kciuki:))))).
piątek, 25 czerwca 2010
Dogonić marzenia
Nie znalazłam jeszcze swojego siedliska. Zapewne gdzieś jest, ale na razie widać jeszcze nie osiągalne. Z tego też względu całą swą energię zużywam na upiększanie (głównie w myślach;)) mieszkania blokowego, projektowanie (głównie na papierze;)) swego ogrodu oddalonego od mieszkania jakieś...15km oraz na działalność twórczą (to już w rzeczywistości!).
Działalność twórcza idzie swoim torem, mieszkanie jakoś mnie nie pociąga, całą więc uwagę od jakiegoś czasu poświęcam ogrodowi:).
Ogród to nie jest właściwe słowo - to raczej stan do jakiego należałoby doprowadzić ugór, który obecnie rozpościera się na prawie 30 arach. Ale w sumie to dobrze, że tak długo czekał. Dzisiaj mam już cierpliwość do oczekiwania na pewne rzeczy. Spokojnie zasieję, przepikuje, zasadzę. Kiedyś doprowadzało mnie to do szału, zwątpienia i rezygnacji...Dzisiaj sprawia autentyczna przyjemność.
Problemem tylko - i to problemem nierozwiązanym od lat - jest ogrodzenie. A w zasadzie jego brak. Sadzenie czegokolwiek na obszarze nieogrodzonym a nawiedzanym przez rozmaite osobniki raczej przypomina darmowe rozdawnictwo rzeczy dowolnych. W zeszłym roku w tenże właśnie sposób zostaliśmy pozbawieni brzózek... A już takie piękne były :(. Dwie z nich zasadziły dzieci i miały być drzewami sentymentalno-pamiątkowymi :(.
Dlatego właśnie bardzo pragnę ogrodzenia. Wysokiego, nieprzeniknionego, kolczastego... Cuś a'la "Śpiąca królewna" :)))
A oto mój faworyt w tejże kategorii:
Działalność twórcza idzie swoim torem, mieszkanie jakoś mnie nie pociąga, całą więc uwagę od jakiegoś czasu poświęcam ogrodowi:).
Ogród to nie jest właściwe słowo - to raczej stan do jakiego należałoby doprowadzić ugór, który obecnie rozpościera się na prawie 30 arach. Ale w sumie to dobrze, że tak długo czekał. Dzisiaj mam już cierpliwość do oczekiwania na pewne rzeczy. Spokojnie zasieję, przepikuje, zasadzę. Kiedyś doprowadzało mnie to do szału, zwątpienia i rezygnacji...Dzisiaj sprawia autentyczna przyjemność.
Problemem tylko - i to problemem nierozwiązanym od lat - jest ogrodzenie. A w zasadzie jego brak. Sadzenie czegokolwiek na obszarze nieogrodzonym a nawiedzanym przez rozmaite osobniki raczej przypomina darmowe rozdawnictwo rzeczy dowolnych. W zeszłym roku w tenże właśnie sposób zostaliśmy pozbawieni brzózek... A już takie piękne były :(. Dwie z nich zasadziły dzieci i miały być drzewami sentymentalno-pamiątkowymi :(.
Dlatego właśnie bardzo pragnę ogrodzenia. Wysokiego, nieprzeniknionego, kolczastego... Cuś a'la "Śpiąca królewna" :)))
A oto mój faworyt w tejże kategorii:
czwartek, 24 czerwca 2010
Przyszła pora :)
Czytam wiele blogów.
Niektóre mnie inspirują, inne pozwalają spojrzeć z odmiennej strony na zdawałoby się dobrze znaną sprawę, jeszcze inne dają energię na cały dzień.
Robiąc urodzinowe podsumowania stwierdziłam, że dość już biernego "pomieszkiwania" na cudzym. Czas na aktywne zaistnienie. I jak pomyślałam - tak zrobiłam :).
Czy wytrwam i będę się tu zjawiać tak często jak u innych - czas pokaże...
Niektóre mnie inspirują, inne pozwalają spojrzeć z odmiennej strony na zdawałoby się dobrze znaną sprawę, jeszcze inne dają energię na cały dzień.
Robiąc urodzinowe podsumowania stwierdziłam, że dość już biernego "pomieszkiwania" na cudzym. Czas na aktywne zaistnienie. I jak pomyślałam - tak zrobiłam :).
Czy wytrwam i będę się tu zjawiać tak często jak u innych - czas pokaże...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


